TAJEMNICA SYNDROMÓW KOBIECYCH... I NIE TYLKO

Specyficzne zachowania



Ilona Roeding

Rozmawiając ostatnio z wieloma kobietami natknęłam się na dość częste używanie słowa „syndrom”, będącego skrótem myślowym pewnych specyficznych zachowań oraz sytuacji. Syndrom wicia gniazda spotykający przyszłe matki, syndrom domykających się drzwi u kobiet przed 40-stką wchodzących w kolejny etap życia, syndrom połówki pomarańczy dotykający osób samotnych, syndrom opuszczonego gniazda gdy dzieci z różnych przyczyn opuszczają dom rodzinny to tylko kilka przykładów demonizujących naturalną kolej rzeczy w życiu człowieka. Ale od początku...

Samo słowo „syndrom” w polskich słownikach definiowane jest w dwojaki sposób. Pierwsza definicja odnosi się do znaczenia medycznego i oznacza „obraz choroby, zespół charakterystycznych dla niej symptomów, objawów” („Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych” W. Kopalińskiego). W tym znaczeniu istotne jest połączenie syndromu z chorobą, a przede wszystkim z jej objawami, choć trudno odnieść znaczenie słowa do takich chorób jak przeziębienie, grypa czy zapalenie stawu skokowego. Tutaj często nazwa „syndrom” stosowana jest zamiennie ze słowem „zespół”, co jest całkiem podstawne i logiczne. Drugie znaczenie ma charakter bardziej ogólnikowy, który można dostosować do danego zjawiska czy konkretnych wydarzeń i definiowane jest jako „zbieganie się, połączenie”. Sam przedrostek „syn” mówi o czymś wspólnym, połączonym, jednoczesnym, stąd istota definiowania syndromów nie u pojedynczej osoby ale u jednostek w zbiorowości o ogólnie podobnych właściwościach i cechach. Znaczenie to w dużej mierze odnosi się do aspektu psychologicznego praktycznie każdego człowieka, co oznacza, że każdego może dotyczyć i dotknąć.

Zajmując się niemedycznym znaczeniem syndromu można śmiało określić go jako reakcję rozłożoną w czasie na daną sytuację, która zaistnieje choć nie bezwzględnie w odpowiednich warunkach u konkretnej osoby lub grupy osób. Syndrom to nic innego jak naturalna kolej rzeczy (naturalna reakcja) przy spełnionym szeregu warunków – sytuacyjnych, społecznościowych, osobowościowych i charakterologicznych. Bo przecież to w pełni normalne i naturalne, że przyszła matka będąca na pewnym etapie ciąży przygotowuje się do przyjścia na świat swojego dziecka. Dekoruje pokój, kupuje ubranka i niezbędne akcesoria do normalnego funkcjonowania z nowym członkiem rodziny (syndrom wicia gniazda). Naturalne jest również odczuwanie tęsknoty i smutku z powodu opuszczenia domu przez dziecko gdy będzie ono wkraczało w nowy etap życia (syndrom opuszczonego gniazda). Kobieta, której od dzieciństwa wpajano ideał doskonałego wyglądu, image’u, dbania o siebie będzie usilnie do tego dążyła często z widocznym skutkiem (syndrom lalki). Skąd więc wzięło się demonizowanie syndromów, które w dużym stopniu stanowią naturalny element życia? A może stąd, że nie są one wyłącznie udziałem osoby, której ów syndrom przypisujemy. Osoby bliskie również odczuwają szereg napięć, które powstają na skutek zaistniałej sytuacji. Dzieci nie mogą opędzić się od telefonów tęskniącej matki, a jej mąż zaczyna odczuwać irytację, gdyż to on nagle znajduje się w centrum zainteresowania lub też pod „emocjonalnym obstrzałem”. Przyszły tata nagle zostaje odsunięty na boczny tor, traci prawo decydowania w takich sprawach jak choćby kolor ścian w pokoju dziecka czy model wózka spacerowego. Kobietom w okolicy 40-stki nagle powraca ochota aby podobać się mężczyznom, aby korzystać z rozrywek niekoniecznie u boku swojego statecznego partnera, a temu zaś nocne wypady z koleżankami w miasto lub weekendowe wyjazdy w góry niekoniecznie muszą przypaść do gustu. I chyba nie ma w tym nic dziwnego, że otoczenie postanowiło „odwdzięczyć się” mało chlubnym nazywaniem tego szeregu typowych zachowań kojarząc je często z chorobliwymi zachowaniami czy postępowaniami względem innych osób, szczególnie bliskich. Stawiając się na miejscu osób, które znoszą syndromy, a więc partnerów, dzieci, rodziców, przyjaciół trzeba przyznać, że często muszą oni wykazywać się ogromną cierpliwością, tolerancją ale też odpornością psychiczną i stabilnością emocjonalną aby ich związek uczuciowy nie popadł w ruinę.

Dlaczego akurat u kobiet owe nazewnictwo stosuje się tak często? Otóż przyglądając się poszczególnym syndromom niemedycznym okazuje się, że ilościowo odnoszą się one w podobnym stopniu do kobiet jak i mężczyzn. Istnieje szereg syndromów wspólnych, choć z różną przewagą ilościową, dla reprezentantów obydwu płci, które oczywiście w odmienny sposób są odbierane choć w podobny charakteryzowane (syndrom kata i ofiary, syndrom odrzucenia, syndrom jedynaka, syndrom chłodu). Przewaga w używaniu tego nazewnictwa w stosunku do kobiet polega na tym, iż są one istotami bardziej emocjonalnymi i w większym stopniu emocjonalnie i uczuciowo reagują. Dlatego też łatwiej je zauważyć i tym samym nadać ich zachowaniom miano syndromu. Bo przecież trudno uwierzyć w to, że mężczyzna – ojciec nie tęskni za synem, który wyjechał na studia na drugi koniec Polski. Zapewne on również odczuwa jego brak choć tego nie pokazuje. Stawia się raczej na pozycji silniejszego członka rodziny, który będzie stanowił oparcie dla kwilącej za dzieckiem matki. Cóż... często czeka go niespodzianka.

Oprócz syndromów żeńskich oraz wspólnych –tych dla obydwu płci nazwanych jak i nie nazwanych - możemy zauważyć syndromy charakterystyczne dla mężczyzn. W tej sferze dostrzegamy m. in. syndrom Piotrusia Pana (mężczyzna, który nigdy nie dorósł do swojej roli), syndrom maczo (wartością jest bycie mężczyzną w każdym calu – bez słabości, niedomagań, deficytów), syndrom Kuwady (odczuwanie podobnych objawów co partnerka będąca w ciąży jak np. wahania nastroju, łaknienie, mdłości), syndrom Napoleona (kompleks wzrostu wraz z towarzyszącym często poczuciem ogólnej niższości). Analizując męskie syndromy można zastanowić się nad tym, czy nie są one czasem bardziej dotkliwe dla jednostki cierpiącej na nie jak i otoczenia, niż te kobiece. Różnica może tkwić w stałości syndromu – kobieta pogodzi się z wyjściem z domu swego dziecka stosunkowo szybko, mężczyźnie jednak, który wykazuje zachowania nieodpowiedzialne i nieadekwatne do swojego wieku na pewno będzie dużo trudniej się z nimi uporać. Istotne znaczenie w przeżywaniu syndromu oraz pokonywaniu go ma dość archetypowe i niekoniecznie trafne przekonanie, że mężczyźnie nie wypada okazywać słabości czy emocji, a tym samym mierzyć się z własnymi niedomaganiami. Stąd silniejsze utrwalenie syndromów męskich niż żeńskich. Ponieważ to właśnie mężczyźni w mniejszym stopniu eksponują swoją uczuciowość i emocjonalność, rzadziej w stosunku do nich używa się słowa syndrom. Mężczyzna o mniejszym wzroście jest po prostu niski , a ten który nie dorósł do roli prawdziwego mężczyzny (cokolwiek to znaczy) jest zwyczajnie niedojrzały. I pewnie użyte tu określenia są podobnie odbierane jak te mianowane jako syndrom.

Syndromów o znaczeniu medycznym jak i niemedycznym jest mnóstwo i właściwie cały czas powstają nowe, szczególnie w tym drugim ujęciu. W relacjach międzyludzkich istotne jest takie podejście do znaczenia aby nie krzywdziło ono drugiej osoby znajdującej się w konkretnej sytuacji powodującej specyficzne zachowania, które możemy nazwać syndromem. Ów skrót myślowy – bo to jest chyba najlepsze określenie, niestety często nosi znamiona etykiety, którą bardzo ciężko jest „zerwać”. W stosunku do niektórych syndromów wskazane jest oddziaływanie psychologiczne w zależności od głębokości zakorzenienia zachowań i reakcji jak również tego, czy i na ile przeszkadza ono osobie oraz bliskiemu otoczeniu. To na co należy zwrócić szczególną uwagę to fakt, że wśród niezliczonej ilości syndromów istnieje pewna grupa mająca wartość diagnostyczną w ujęciu diagnostyki psychologicznej oraz psychiatrycznej. Są to najczęściej zaburzenia osobowości powstałe na skutek szeregu oddziaływań rodzinnych, środowiskowych czy społecznych. Syndrom dda (dotykający dzieci wychowane w rodzinach alkoholowych), syndrom narcyza (emocjonalna i uczuciowa koncentracja na sobie), syndrom suicydalny (ryzyko podjęcia próby samobójczej lub zachowań autodestrukcyjnych) to tylko kilka z nich, choć należy zaznaczyć, że nie wszystkie figurują w klasyfikacjach psychiatrycznych jako typowe zaburzenia. W tych jak i innych diagnostycznych przypadkach wskazane jest sięgnięcie po pomoc psychologiczną, a czasem nawet psychiatryczną.

Oprócz syndromów dotykających indywidualną jednostkę można spotkać syndromy funkcjonujące w różnorodnych dziedzinach życia społecznego czy ekonomicznego. Syndrom holenderski to niepohamowany import pomijający lokalną produkcję, syndrom myślenia społecznego to uleganie naciskom grupy, syndrom Nimby czyli protest przeciwko lokalizacji obiektu. W tym zakresie dość dyskusyjne może wydawać się używanie słowa „syndrom” choć znaczeniowo jest to dopuszczalne. Różnorodność w występowania syndromów w innych dziedzinach jest mniejsza ale jednocześnie dotyka dużej zbiorowości osób w konkretnej dziedzinie np. syndrom holenderski – producentów oraz sprzedawców, syndrom poniedziałku – graczy na giełdzie. Zaznaczyć należy również, że człowiek w swej wspaniałomyślności przyporządkował syndromy również zwierzętom choć w dużej mierze mają one znaczenia medyczne – weterynaryjne (syndrom zimnego ogona u psów, syndrom urologiczny u kotów, syndrom Wobbler’a u koni).

Przykłady zawarte w niniejszym artykule to tylko kilka najczęściej spotykanych syndromów spośród dziesiątek jak nie setek. Analizując ludzkie zachowania i postawy można by zastanowić się nad tym, czy wszyscy w taki czy inny sposób nie zostaliśmy w życiu dotknięci takim czy innym syndromem. Pokuszę się o stwierdzenie, że chyba trudno byłoby znaleźć osobę na Ziemi, która nigdy w życiu nie doświadczyła tego typu zjawiska. Najważniejsze pytanie z punktu widzenia psychologicznego brzmi: co z tym zrobiła aby żyło jej się lepiej?